|
niedziela, 16 maja 2010
Przeniosłam się :)
Drodzy Czytelnicy, i stało się, opanowałam już wstępnie bloggera więc teraz można mnie poczytać pod adresem http://hekate1985.blogspot.com/ Dzisiejsza notka "Weekend" też się tam pojawiła oczywiście bez drugiego P.S. bo jest juz nieaktualny ;P Zapraszam serddecznie jak ktos ma ochotę nadal mnie czytać :) Weekend
Kocham tych "moich" dwóch facetów :) To znaczy jednego kocham, a drugirgo..., w sumie też kocham ale jak brata oczywiście ;P Ponieważ rodzicierlka wyjechała na ślubu do córki swojego kuzyna zostałam sama w domu z owymi dwoma facetami (mąż i brat, żebynie było, że jakiś harem mam ;P) Więc mimo, że byłam w wczoraj w pracy to sprzątanie i obiad były na mojeje głowie. Ale obaj mitrochę pomogli, to znaczy mąż obrał ziemniaki, a brat odkurzył korytarz u góry. Ale do rzeczy. Połaskotali wczoraj moją próżność ;) zachwalali mój obiad :) a przecież to były zwykłe schabowe z ziemniakami, sos serowo-śmietanowy i kapusta z wody z masłem i bułką tartą :) W każdym bądź razie T powiedział: "Nie spodziewałem sie dzis nawet ziemniaków na obiad a tu taka uczta. Jak chcesz to potrafisz zrobić coś pysznego do zjedzenia ;)" Tak, tak w jego ustach to był komplement. Za to K powiedział: "I właśnie przez takie twoje gotowanie mamsza (tak mówi na moją mamę) nie lubi nigdzie jeździć. Bo tak nam rozpieszczasz podniebienie, że później jej obiady nam nie smakują" Wiecie co żeby usłyszeć takie słowa to naprawdę warto troszzkę przy garach posiedzieć :) Za to na kolację był grill. I to nic że padało :) Jak mój mąż się uprze to i tak go zrobi i nawet nie zmoknie. A dzieje sie to tak: nasza "niunia" (tak, tak nieraz tak mówimy na nasze pierszwe wspólne autko :)) jest wystawiona na podwórze i moknie, grill do garażu i jest w suchym :) Ale jakoś nie chciało nam sie siedzieć w tym zimnie, więc K zrobił całe mięsko i przyniósł do domu, a w pokoju do teraz czuć dymem grillowy, bo pokój mamy nad garażem :) Do tego zrobilismy sałatkę, sos czosnkowy, bo grill bez niego to nie grill. Mieli przyjechać goście w postaci mego szwagra i teścia, co niekoniecznie pokrywało sie z moimi planami. Ale jednak nie przyjechali. Więc jedzonko sobie nałozyliśmy na talerze, i poszlismy do pokoju, otwoirzylismy winko, zapaliliśmy świece i w końcu po tygodniu mijania sie moglismy się soba nacieszyć :) Ale z ilościa jedzenia to troszka przesadziliśmy, bo najedlismy się wczoraj, dziś na śniadanie i obiad i jeszcze zostało :D A swoją drogą nieraz to dobrze mieć takiego brata co to zamyka sie w pokoju, z ekspresem kawy, dzbankiem herbaty i masą jedzenia i z niego nie wychodzi. A do tego siedzi z słuchawkami od kompa na uszach :P Miłego dnia zyczę wszystkim bez wyjątku :) P.S. przepraszam osobę ,której obiecałam, że będę na gg po 22, a nie byłam, mam nadzieję, że mnie zrozumiesz :* P.S.2 szykuje się mała niespodzianka, jak tylko opanuję bloggera to się tam przenoszę. mam już dość jakiś statystyk, inwigilacji i innych tego typu atrakcji. Ale tego bloga nie zlikwiduję tylko nie będę juz tu pisać. Ale oczywiście zostawię tu adres nowego miejsca produkcji moich "wypocin" :)
czwartek, 13 maja 2010
Błahostki ;P
Zebrało mi sie dziś na wpis o wszystkim i niczym. Troszkę błahych spraw się u mnie wydarzyło,z więc się nimi z Wami podzielę ;P Po pierwsze: kiepski ze mnie materiał na narkomana ;) Wiedziałam o tym już jakiś czas temu ale teraz się to potwierdza. Dlaczego tak sądzę? Otóż jak mnie w szpitalu po operacji uraczyli morfinką moja reakcja była natychmiastowa. I na pewno nie była to reakcja z gatunku "od razu minął mi ból" ;P Ale to dawne dzieje :) A skąd mi się to teraz w głowie przypomniało? Ano w pracy już drugi dzień siedzę i przyklejam śrubki, co wiąże się z 8 godzinnym wąchaniem kleju dziennie. O ile wczoraj jakoś było o tyle dziś kiepsko się czuję, to znaczy kręci mi się w głowie ale poza tym jest OK. Aaaaaaaaa!!!! Zabierzcie ode mnie te białe myszki i różowe słonie ;D A i nabyłam w pracy nową umiejętność :) POTRAFIĘ KLEIĆ ŚRUBKI :D tak, tak to był problem dla pewnej osoby i za nic nie chciała żebym ja to robiła, bo na pewno nie potrafię, bo tylko jej córka potrafi. Ale jednak okazało się, że ja też posiadam taką umiejętność ;P Chociaż może te dzisiejsze zawroty głowy to od pobrania krwi? Cóż dziś wybił ten dzień, w którym miałam zrobić wyniki, do odbioru we wtorek popołudniu, czyli odbiorę w środę. Właściwie to już tam mi sie trochę słabo zrobiło. Pierwszy raz w życiu taki numer, nigdy nie mdlałam przy zastrzykach ani na widok krwi, a tu proszę. Chociaż w sumie nie zemdlałam, tylko tak lekko mi się nogi uginały ;P Po drugie: nie mam kondycji :( To znaczy wytrzymałościowo jest OK ale nad mięśniami nóg trzeba by trochę popracować. Skąd takie wnioski? Ano stąd, że na badania jechałam z pracy (tak, tak dobrze mam, że wyskoczę sobie na godzinę a i tak mam zapłacone jakbym była cały dzień w pracy, bo w końcu "robota się robi"). Ponieważ moje miejsce pracy jest oddalone o prawie 2km od miejsca gdzie mi rękę dziabali musiałam dziś do pracy jechać rowerem. I mówiąc szczerze bolały mnie nogi ( tak wiem, że powinnam zmienić sobie przełożenie, a nie jechać na tym co to sie najciężej pedałuje ale ja zawsze na tym jeździłam). Ale teraz znowu na długi czas mój rower pójdzie w odstawkę :( Cóż mam zakaz jazdy tym pojazdem, chyba, że jednak chcę iść i dać pokroić sobie kolanko. A na razie nie mam takich planów. Jak już jestem przy kolanie to będzie tu po trzecie: muszę opracować nowe techniki klękania u mnie w kościele. To znaczy ogólnie klękać też nie powinnam podobnie jak kucać ale przecież nie będę stała jak parasol jak wszyscy klęczą. Tak więc miałam metodę na klękanie taką aby nie przeciążać tego co jest w kolanie w rozsypce ale sposób ten mam duży minus. A jest nim to, że po półgodzinnym nabożeństwie i klęczeniu na nim mam siniaki na kolanach :( Więc trzeba to zmodyfikować tylko jeszcze nie wiem jak. Ale ja uparta jestem, więc metodą prób i błędów coś wymyślę ;) Po czwarte: ostatnio czuję, że zmieniam się w królika ;) Dlaczego? Bo na śniadanie jem sałatę, na obiad sałatę i na kolację też sałatę ;) oczywiście do tego są jakieś dodatki ale bez sałaty nic nie ruszę ;P Ale teraz mogę sobie już pozwolić na takie jedzenie mniej kalorycznych dań, bo w końcu dobiłam do wagi do której dążyłam :) A jak jesteśmy przy jedzeniu, to własna rodzicielka chce minie wykończyć :( W poniedziałek zareagowałam "cudownie" na ogórki co zostało opisane w poprzedniej notce, a co zrobiła mama. We wtorek do obiadu zrobiła mizerię. Wrrr a dobrze wie, że ja tak lubię a nie mogę jeść :( Ale silna wola zwyciężyła, zamiast ogórków wzięłam sałatę ;P Po piąte: to chyba niedługo zetnę włosy przy samej głowie ;) Bo to co mam dziś na głowie to jest szok. Wczoraj jak mnie mama zobaczyła to wywiązał się dialog w stylu: M: chyba mocno spałam, bo burzy nie słyszałam Ja: ale nie było żadnej burzy. Skąd Ci się to wzięło? M: a to piorun w Twoje włosy nie trafił? :D Noż, bardzo miło wiedzieć, że można liczyć na rodzinę. A co ja na to poradzę, że mi się tak włosy kręcą? Nie chce mi się codziennie ich prostować. Chociaż muszę przyznać, że wczoraj i dziś to już pobiły rekordy. Znajoma, która widziała jedno takie moje zdjęcie zaproponowała mi abym sobie zrobiła "mokrą włoszkę" i będzie po problemie ;) Taaa tylko na to trzeba mieć jeszcze czas. Dobra kończę już to majaczenie ;P Miłego dnia :)
P.S. Wie ktoś co się dzieje, że eaR zakluczył bloga?
wtorek, 11 maja 2010
Ogórkom mówimy NIE :(
Ciężkie jest życie alergika wiosną :( a jeszcze jak ktoś sobie sam, świadomie dokłada to jest całkiem "wesoło". Niby mam te prawie 25 lat skończone ale rozumu to za grosz. Jestem niemądra, żeby nie napisać głupia, uparta i zawsze wiem lepiej. Nie ma to jak docenienie samej siebie ;) Wkwestii wyjaśnienia, te wszystkie mądrości powyżej dotyczą tylko tego co opisuje w notce, bo normalnie to jestem mądra, błyskotliwa, słucham dobrych rad i w ogóle ach i och :D Jednak jeśli chodzi o moją alergię to już tak dobrze nie jest. Owszem w Inowrocławiu nie poszłam na tężnie, bo wiedziałam czym to grozi, a poza tym padało. I tu ktoś by pomyślał, że zmądrzałam, a co ja wywinęłam? ... zwyciężyła pokusa i najadłam się ogórków, na które to jestem uczulona. Myślałam, że jednak mi to przejdzie i organizm uodporni sie na ten alergen, jednak sprawy idą w drugą stronę. Kiedyś jak zjadłam ogórki to tylko lekko wysypało mi ręce albo bez wysypki było swędzenie, a dziś? Dziś jest "meksyk" wysypało mnie na całym ciele, dosłownie od głowy po same stopy, i nawet nie mam siły się juz drapać ;) Wypiłam już chyba 2 dawki calcium dla alergików i co się dało posmarowałam niezawodnym u mnie w takim przypadku Hydrokortyzonem. Muszę iść do lekarza po receptę na nowy, bo ten się kończy, a nie zanosi się, żeby tym razem przeszło po 1 dniu i dawce uderzeniowej leków antyalergicznych. Po tym jak dziś się czuję i jak wyglądam stwierdzam jednak, że będę musiała powalczyć następnym razem z pokusą jedzenia ogórków :D A swoją drogą kto mi plecy posmaruje? Uprzedzam odpowiedzi typu K, on jest w parcy :( Poza tym chcę wyjechać gdzieś gdzie jest ciepło i nic nie pyli :) i ludzie nie koszą trawy. Tak, tak, na trawę też mam uczulenie i na jej "pochodne" (czyt. siano) też. Ale akurat na te alergeny reaguję katarem i spuchniętymi oczami, chociaż to drugie to nie zawsze. Tym razem mam tylko katar i trochę kicham. Swoją drogą ciekawe czy odważę się zjeść truskawki jak już zacznie sie sezon na nie? Reakcja ostatnimi czasy była podobna do tej ogórkowej. Cóż pożyjemy, zobaczymy. Tak, zdaję sobie sprawę, że notka jest do luftu ale co mi tam, musiałam się gdzieś wyżalić, bo w domu słyszę tylko: "a po co żarłaś te ogórki jak wiesz, że jesteś uczulona?" Nie ma to jak współczująca rodzicielka ;) Miłego :) P.S. A miała być notka o czymś innym. Ale spokojnie jeszcze się ona pojawi i być może zagości tu również zdjęcie pewnej mojej części ciała (tylko bez zboczonych skojarzeń) ;P
poniedziałek, 10 maja 2010
To nie pruderia tylko ustalenie granic ;P
Ha ha ha :D Tak sobie zacznę dzisiejszą notkę, bo inaczej się nie da. Bo patrząc na poziom pewnych osób to można albo sie śmiać albo płakać. Osobiście wole opcję pierwszą :) Już wyjaśniam o co chodzi, tylko przestanę się śmiać :D Lubię dostawać maile od czytelników, zarówno tych, którzy sie tu ujawniają jak i tych nie ujawniających się ale na litość boską trochę umiaru wypadałoby mieć. Bo jak mam się ustosunkować do maila od nieznajomej/nieznajomego, w którym ktoś pyta tylko i wyłącznie o moje życie seksualne? ;P Ja proszę, czy ktoś tu myśli, że ja będę na prawo i lewo głosiła o tym co robię w łóżku? Otóż oświadczam, że temat seksu w sensie mojej osoby nie będzie tu poruszany, seks w ogólnym rozumieniu proszę bardzo. Oczywiście w granicach dobrego smaku, bo nie chcę wstawiać ostrzeżenia, że blog jest od 18 lat ;P Także jak ktoś ma nadzieję, że napiszę tu kiedy, jak często, gdzie i w jakich pozycjach się "seksuję" to powiem, że może sobie tylko pomarzyć. I nie chodzi tu o pruderię ale o to, że jest to ta cząstka mnie, której nie ujawnię publicznie, coś zostawiam dla siebie i mojego męża :) Owszem mogę pogadać o seksie z osobami, które znam, choćby tylko wirtualnie ale nie na blogu. Zwłaszcza, że adresem tu podanym posługuję się gdzieś, gdzie bywają ludzie, których znam w realu :) A już na pewno nie będę o moich stosunkach opowiadała osobie, która wpadła do mnie nie wiadomo skąd, nigdy nie zostawiła po sobie śladu na blogu, wysyła maile z adresów typu "hdfuihijkl" i się nie potrafi podpisać choćby nickiem jakim posługuje się w sieci. Nie jestem naiwna, a już na pewno nie w takim stopniu jak osoba, która to dziś uraczyła mnie taką wiadomością :D A i zaznaczam, że notka ta nie jest złośliwością tylko ustaleniem pewnych granic dobrego smaku :) Idę sie dalej pośmiać :D P.S. Wiem, że notka jest bez sensu ;P P.S.2 Nie wiem nawet jaki tytuł wpisać, jak wpiszę ten co chcę to będę miała nalot zboczków ;) Ale jakiś nadam :D |
O autorze
Ostatnie wpisy
Zakładki:
|